sells gorzów
masita gorzów
StilonNożna

Stilon po dogrywce dołącza do Warty w finale pucharu

TS Masterchem Przylep - Stilon Gorzów Prosupport 2:4

Mogli to zakończyć w podstawowym czasie gry, ale piłkarze Stilonu Gorzów Prosupport postanowili dostarczyć więcej emocji w półfinałowym spotkaniu Lubuskiego Pucharu Polski z TS Masterchem Przylep. Wygrali po dogrywce 4:2.

Od początku gra była wyrównana, toczona cios za cios z mnóstwem twardej walki po obu stronach boiska i dobrą dyspozycją bramkarzy. Z czasem bardziej naciskał Stilon, który to tworzył sobie więcej sytuacji. Ataki gospodarzy rozbijane były przed 25. metrem lub zakańczane po błędach miejscowych. Jeszcze w pierwszej połowie mogła być “jedenastka”. Ręką zagrał obrońca TS-u, ale po odbiciu się piłki do nogi. Sędzia słusznie nie podyktował karnego.

Od startu drugiej połowy również agresywna i wysoka obrona oraz przewaga Stilonu. Gospodarze rzadko opuszczali swoją połowę. W okolicach godziny gry w ciągu kilku minut trener Kamil Michniewicz dokonał trzech zmian w swoim zespole, wprowadzając zarówno młodzież, jak i też jednego bardziej doświadczonego gracza. Najważniejsza była świeża krew, której brakowało w zespole z Przylepu. Gorzowianie cały czas mocno atakowali, ale brakowało wykończenia.

Bywało jednak groźnie pod bramką Gabriela Łodeja, ale ten zachowywał zimną krew i wybijał piłkę kiedy trzeba, mimo pressingu. Po jednej z takich sytuacji świetne, prostopadłe podanie dostał Jędrzej Drame i nie pomylił się w akcji sam na sam z bramkarzem. Gospodarze się pogubili i po chwili sfaulowali przeciwnika we własnym polu karnym. “Jedenastkę” na gola zamienił Adrian Nowak, po czym udał się na zasłużony odpoczynek na ławkę rezerwowych.

W końcu jednak także i miejscowi zaczęli dokonywać zmian i to się opłaciło. Piłkę z bocznego sektora otrzymał Paweł Dzikowicz i precyzyjnym strzałem pokonał Łodeja. Ponownie wyrównało nam się to spotkanie i mieliśmy grę ząb za ząb. Podopieczni Roberta Jantosa dostawali dyspozycje, by wychodzić wysoko i walczyć z przodu. To stwarzało okazję do groźnych strzałów, szczególnie po dośrodkowaniach z boków boiska. Można było nawet odnieść wrażenie, że przylepianie przejęli inicjatywę.

W końcówce ekipa z Gorzowa wyszła z oblężenia, ale nadal trzeba było dużego skupienia, by nie stracić bramki. Swoje szanse mieli Michał Pakuła i Drame. Miejscowi po raz kolejny zaatakowali prawą stroną, a z lewej za dużo miejsca miał Dzikowicz, który dostał piłkę i ponownie dobrze przymierzył, trafiając na remis tuż przed początkiem doliczonego czasu gry. Obie drużyny mogły jeszcze przechylić szalę na swoją stronę w dodatkowych trzech minutach, lecz bez powodzenia i czekała nas dogrywka.

Gospodarze słabli w oczach i zaczynały się skurcze, a wartościowych zmienników brakowało. Dość wspomnieć, że drużyna z Przylepu przystąpiła do rywalizacji bez siedmiu piłkarzy. Zmieniony musiał być Wojciech Zawistowski, podpora i bardzo doświadczony zawodnik. W ostatniej minucie pierwszej części w poprzeczkę trafił Drame. Chwilę później był jednak kolejny rzut różny, ale nic z tego nie wynikło i nadal było 2:2.

Drugą partię dobrze rozpoczęli Stilonowcy. Tym razem udało się wykorzystać rzut rożny, a zamieszanie i rykoszet na gola zamienił Michał Pakuła. Gorzowianie w końcu potwierdzali swoją przewagę. Kilka minut później podwyższył Jędrzej Drame, który znów dobrze wyszedł do prostopadłego podania i okazał się szybszy od defensorów. Do końca gorzowianie już kontrolowali wynik, choć pojedyncze, całkiem niezłe okazje miał jeszcze TS.

W finale będziemy mieć więc gorzowskie derby i to na gorzowskim stadionie. Mecz pomiędzy Stilonem a Wartą Gorzów już 22 czerwca.

Jest awans do finału i cieszę się z tego bardzo. Byliśmy to winni kibicom za ten trudny rok. To jest fantastyczna sprawa, że będziemy mogli zagrać finał przed własną publicznością w Gorzowie. Będzie to na pewno wielkie piłkarskie święto. Tym bardziej, że to derby z Wartą. Jeżeli chodzi o mecz, to jeśli wyłączyć ostatnie 15 minut drugiej części meczu, to zagraliśmy bardzo fajne spotkanie. Jestem wściekły na to, że kontrolując mecz, mając ogromną przewagę, potrafimy stracić takie dwie bramki, pozwolić zespołowi gospodarzy uwierzyć. To nie ma prawa się zdarzyć. Stracone bramki to kuriozum. Bramka na 1:2, niegroźna sytuacja, wyprowadzamy piłkę, podajemy do napastnika. Gol na 2:2 z naszego rzutu rożnego. Dziękuję i gratuluję chłopakom za charakter. W dogrywce wróciliśmy na swoje tory i dominowaliśmy cały czas. W szatni na pewno wrócimy do tych 15 minut – podsumował trener Stilonu, Kamil Michniewicz.

Zabrakło rezerw. Bardzo dziękuję tym chłopakom, którzy grali, za walkę. Nie ma się, kurcze, czego wstydzić. Chłopaki wiedzą, że ja wymagam walki, walki i jeszcze raz walki. Nie ma znaczenia, czy wygrywamy, czy przegrywamy. Walczymy zawsze do końca. Niedosyt, bo mogliśmy się chociaż pokusić o rzuty karne. Stwierdziłem, że gramy otwarty futbol nadal, przeszliśmy na 4-3-3, wychodziło i tak graliśmy – mówił Robert Jantos, szkoleniowiec TS Masterchem Przylep.

Mocniej trenujemy, jesteśmy na wyższym poziomie motorycznym od Przylepu. Niepotrzebne były te nerwy. Jak traciliśmy te bramki, to aż nie dowierzałem, że taki zespół, jak my, może stracić dwa gole po takiej samej akcji. Trener od początku mówił nam, że tylko cierpliwość może nas poprowadzić do zwycięstwa i musimy cierpliwie czekać na okazje, które przyjdą, bo rywale nie wytrzymają tego kondycyjnie. Finał na pewno będzie dobrym widowiskiem sportowym. Musimy wygrać i zdobyć puchar. Chociaż tyle dla kibiców – przyznał Jędrzej Drame z Gorzowa.

TS Masterchem Przylep – Stilon Gorzów Prosupport 2:4 (0:0, 2:2, 2:2)
Dzikowicz 73′, 89′ – Drame 66′, Nowak 68′ (karny), Pakuła 108′, Drame 112′

TS: J. Marczak – Hadaś (71′ Król), Popielecki (71′ Berski), Dzikowicz, Siebert, Bartczak, Zawistowski (99′ Zawistowski), Jasiak, Samek, Piwowarski, K. Marczak (113′ Lubin)
Trener: Robert Jantos

Stilon: Łodej – Komarnicki, Taranenko (71′ Pawłowski), Nowak (68′ Kunowski), Błajewski (58′ Jarosz), Maliszewski, Świerczyński (114′ Bednarski), Świtaj (62′ Pakuła), Łaźniowski, Ograbek, Stańczyk (61′ Drame)
Trener: Kamil Michniewicz

Sędzia główny: Paweł Horożaniecki (Żary)
Żółte kartki: brak

Autor: Marcin Malinowski
Fot.: Dawid Lis

Pokaż więcej

Marcin Malinowski

Fachem dziennikarskim pałam się od lat blisko 10, więc już sporo za mną, ale myślę, że jeszcze więcej przede mną. W przeciągu tej dekady współpracowałem z wieloma redakcjami, dla niektórych pisząc nadal. Wszystko zaczęło się od lokalnego portalu egorzow.pl i nieukrywanej pasji do żużla. Stąd też w niedługim czasie znalazłem swoje miejsce w Sportowych Faktach, będących dziś częścią Wirtualnej Polski oraz w Tygodniku Żużlowym. Speedway przestał być jednak aż tak istotny, bo w końcu są też i inne sporty. Dlatego też współpracowałem z gorzowskim klubem futbolu amerykańskiego oraz redakcją Polskiej Ligi Futbolu Amerykańskiego. Od kilku lat namiętnie zaglądam do gorzowskich klubów piłkarskich, szczypiorniaka, koszykarskich, siatkarskich czy tenisa stołowego, ale także do drużyny unihokeja czy piłki wodnej. Mówiąc krótko: wszędzie mnie pełno, bo i zdarzało się zasiadać z mikrofonem w roli spikera na zawodach miniżużlowych czy futbolu amerykańskiego.

Powiązane artykuły

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back to top button
Close
Close